Wtorek, 22 września 2020. Imieniny Maury, Milany, Tomasza

Jak to developer zakpił sobie z klienta...

2007-10-17 00:00:00

Chciałabym przestrzec innych klientów, którzy też planują ziścić swoje marzenia mieszkaniowe.

Na początku roku 2007 podpisaliśmy z developerem w Olszytnie umowę rezerwacyjną na wybudowanie budynku mieszkalnego. Oczywiście taka umowa musi być “pokryta” opłatą rezerwacyjną - w tym przypadku było to 15000 PLN - opłata ta jest przeznaczana na załatwienie formalności - m.in zakup projektu i pozwolenia na budowę. Umowę przedwstępną mieliśmy podpisać mniej więcej w połowie roku. Jednak czekaliśmy dłużej na pozwolenie na budowę i termin ten przeciągnął się z połowy roku do września. Dzwoniąc do biura dowiadywałam się, iż musimy jeszcze poczekać. Po otrzymaniu pozwolenia na budowę (poinformowano mnie o tym we wrześniu) uzgadnialiśmy z developerem wszystkie szczegóły –okna, drzwi. Dopracowywaliśmy szczegóły. Wcześniej uzgodniliśmy, że umowa zostanie zawarta jako akt notarialny - sporo słyszało się o różnych, dziwnych praktykach developerów - chcieliśmy się zabezpieczyć. Mieliśmy umówiony termin u notariusza, wszystko szło zgodnie z planem. Niestety w wyznaczonym terminie nie doszło do podpisania umowy - tłumaczono to słabym przygotowaniem notariusza do podpisania umowy.

Znaleźliśmy kolejnego notariusza, który podjął się przygotowania umowy zgodnej z literą prawa (tu z dokumentów wynikało, iż pozwolenie na budowę było już 31 lipca-prawomocne dwa tygodnie później…dlaczego mówiono nam przez miesiąc, że jeszcze go nie ma - nie wiem).

W międzyczasie otrzymaliśmy od developera prośbę o przyspieszenie terminu pierwszej raty - na co zgodziliśmy się warunkując jednak wpłatę podpisaniem umowy. Dzień przed pospisaniem aktu notarialnego wystąpiły kolejne problemy -developer stwierdził, iż nie podpisze aktu notarialnego,
gdyż nie ma tam wszystkich istotnych dla niego zapisów. Po
konsultacji z notariuszem (dowiedzieliśmy się, że niektóre z wymaganych przez developera zapisów nie mogą znaleźć się w akcie notarialnym, gdyż są niezgodne z prawem - jak zapis zatrzymania przed developera 50% wkładów w przypadku spóźnienia z którąkolwiek z rat).

Po przemyśleniu sprawy, rozmowach z byłymi klientami postanowiliśmy podpisać tylko umowę cywilno - prawną. Próbowaliśmy skontaktować się z developerem - niestety było to niemożliwe. Nie odbierano telefonu od nas, nie odpisywano na emaile i smsy. W dzień, w którym mieliśmy
podpisać umowę dowiedzieliśmy się, że żadna umowa nie będzie z nami podpisana.

Dialog praktycznie był niemożliwy - przedstawiciel(jednostka podejmująca decyzję) był nieosiągalny. Od pracownicy słyszeliśmy “nie wiem”….albo “przedstawiciel wyjechał”.

Nie znamy do dziś powodów nagłego wycofania się developera. Czujemy się oszukani. Nie daliśmy żadnego powodu developerowi do wycofania się z umowy.

Skontaktowaliśmy się z Centrum Finansowo - prawnym Kaucja I dowiedzieliśmy się, iż nie jesteśmy jedynymi, którzy wnieśli skargę na tego developera.

Nasze koszty/straty można przeliczać nie tylko na różnicę w cenach nieruchomości (ceny gruntów są teraz niemalże 100% wyższe), ale również: nerwy i czas.

Joanna
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.