środa, 19 września 2018. Imieniny Januarego, Konstancji, Leopolda

Karp na stole wigilijnym w każdej polskiej rodzinie

2017-12-24 14:00:00 (ost. akt: 2017-12-24 10:37:27)

Autor zdjęcia: KJM

Czas świąteczny to magia Bożego Narodzenia. Czas, kiedy możemy kultywować tradycje, które odchodzą w zapomnienie. O historii i współczesności mówi Angelika Rejs, etnograf z Muzeum Warmii i Mazur.

— Boże Narodzenie na Warmii i Mazurach miało różne tradycje. Na przykład Mazurzy nie obchodzili wigilii.


— Rzeczywiście tradycje były bardzo zróżnicowane. Jednak musimy wziąć pod uwagę fakt, że historia tych terenów jest bardzo skomplikowana. Kiedy po wojnie przyjechała tutaj ludność napływowa, z Mazowsza, Kurpi, Wschodu, przywiozła ze sobą kolejne, własne tradycje. A te nie są czymś stałym i niezmiennym. One również zmieniają się. Przeobrażeniu ulegają warunki w których żyjemy, zmieniamy się również my. Niekoniecznie chcielibyśmy cofnąć się do czasów, w których żyli mieszkańcy Warmii i Mazur przed wojną. Nie wyłączymy przecież prądu, bo chcemy obchodzić nasze święta w sposób, jak to robiono dawniej. Oczywiście bardzo nas to interesuje. I to całkiem naturalne, bo są to nasze korzenie.

— A co się zmienia?


— W muzeum prowadzimy warsztaty świąteczne, w których uczestniczą dzieci. I to one opowiadają mi, jak w ich domach obchodzą Boże Narodzenie. I na przykład coraz częściej na naszych stołach wigilijnych pojawia się łosoś. Ryba, którego nie znano w przeciętnym domu mieszkańca Warmii i Mazur. Nie znano nawet karpia.

— Skąd wziął się zatem karp na naszych stołach?


— Tak naprawdę karp awansował do miana najbardziej popularnej ryby w czasie Wigilii w komunizmie. Wszystko za sprawą Hilarego Minca, który w okresie powojennym był m.in. ministrem przemysłu, ministrem przemysłu i handlu, wicepremierem ds. gospodarczych. Brakowało wszystkiego, więc minister Minc zadecydował, by tworzyć i zarybiać stawy hodowlane. Dużym atutem tego rozwiązania były niskie koszty utrzymania hodowli. Karp stał się łatwo dostępną rybą i zagościł na naszych stołach. Choć był wcześniej bardziej popularny w kuchni żydowskiej. Ale mówiono, że miał pochodzenie żydowskie, więc pewnie i ten pomysł nie był przypadkiem. To on też stworzył hasło - "karp na stole wigilijnym w każdej polskiej rodzinie". W zakładach pracy zaczęto rozdawać nawet pracownikom żywe karpie. I tak przywykliśmy do tych karpi. I zaczęła się pojawiać refleksja, że nie wszystkim one smakują. I jak wytłumaczyć dzieciom, że karp Zenon jeszcze przed chwilą pływał w wannie, a za chwilę najmłodsi dopytują, co z nim się stało.

— I w ten sposób na stołach pojawił się łosoś.


— Tak, bo dziś jest dostępny, smakuje dzieciom. I może być tak, że dzisiejsze dzieci będą opowiadać swoim wnukom, że kiedyś to na stołach był karp, a teraz mamy łososia (śmiech). Tradycja jest zmienna. Czasem też zostaje nam narzucona.

— Ale tradycje Warmii i Mazur są bardzo ciekawe.


— Na Warmii niektórzy mieszkańcy już wieczerzę wigilijną traktowali jako okazję do świętowania. Już wtedy na stołach pojawiała się pieczona kaczka, czernina. Ta wieczorna kolacja nie była dla nich Adwentem, a czasem świętowania. Tymczasem Kościół przypominał, że wieczerza wigilijna jest jeszcze przygotowaniem do świąt. Dlatego kolacja miała być skromniejsza, postna, bo przygotowywaliśmy się do przyjęcia dobrej wiadomości.

— A jakie ryby znajdowały się na stole?


— Najczęściej te, które można było wyłowić z jeziora. Potrawy wigilijne przygotowywano z tego, co było dostępne. Nie było zamrożonych truskawek, ale była za to kiszona kapusta, przygotowana jesienią. W domach były też suszone grzyby, owoce. W potrawach był też miód i zboża. Nie liczono też dwunastu potraw.

— To niepotrzebnie się staramy?


— Może lubimy parzyste liczby? Na stołach było może siedem potraw. Wszystko zależało od zamożności rodziny. Za to pierwszy i drugi dzień świąt był bardziej bogaty. Na stołach było dużo mięsa. To był czas, kiedy w końcu można było podjeść.

— A nowolatko?


— Ciastka w kształcie zwierząt czy zboża były popularne na Warmii i Mazurach. Wcale nie tak łatwo było je przygotować. W składniki były proste: mąka żytnia i woda bądź mąka żytnia i piwo jałowcowe. Były to koziołki, świnki, a czasem do ich stworzenia posiłkowano się konstrukcjami ze słomy. Są też babcie, które robią je do dziś. Z reguły umieszcza się dziś na nich imię. Kiedyś wierzono, że jeśli zjemy je w pierwszy dzień nowego roku, to dzięki temu będziemy odporni na choroby. To była forma opłatka, którym karmiono zwierzęta. Szło się też do sadu owocowego, gdzie okruchy obsypywało się wokół drzewek i mówiono przy tym: "ja ci daję nowolato, ty mi daj owoc za to". W Boże Narodzenie myślano o tym, by zapewnić sobie pomyślność w przyszłym, nadchodzącym roku. Rzucano więc kutię do sufitu. Jeśli dużo jej zostało na suficie, oznaczało to pomyślność. Wróżono również z kłosów zboża. Jeśli kłosek był w złym stanie, to nie była to dobra przepowiednia.

— Były snopy zboża, ale nie było choinki?


— To był zwyczaj niemiecki, ale ważniejsze były snopy zboża. One symbolizowały dostatek. Z czasów słowiańskich pochodzi zwyczaj wieszania podłaźniczki, czyli czubka jodły, świerku, który wieszano pod sufitem jako ozdobę w czasie Bożego Narodzenia. Była to zwyczaj znany bardziej powszechnie w południowych regionach Polski.

— Kiedy pojawiali się kolędnicy?


— Bardzo wcześnie. Nawet już w czasie Adwentu. Zamiast św. Mikołaja był orszak sług z Szemlem. I on był bardzo popularny. Mikołaj był znany na Mazurach, natomiast na Warmii chodził Szemel. Był to chłopiec przebrany za konia. Wykonywano piękne rekwizyty. Wykonywano je z drewna, siana, mas plastycznych. Śpiewano kolędy, wręczano prezenty dzieciom. Potem, po pierwszym dniu świąt, chodzili już jako Rogole. Mieli ze sobą kozę - symbol płodności, bocian był symbolem zwierząt sprzyjających człowiekowi, a niedźwiedź tych, które ludziom nie były przyjazne. Był też Cygan, Anioł, Diabeł, Baba. Śpiewali, hałasowali dotąd, aż otrzymali podarki. Chodziło o to, by w czas świętowania działy się rzeczy, których nie możemy być świadkami na co dzień. Dlatego w czasie Wigilii mówiono, że zwierzęta mówią ludzkim głosem. Opowiadano, że w ten czas w rzekach płynie wino, a drzewka owocowe kwitną. By podkreślić, że to magiczny, świąteczny czas. W Wigilię dobrze było coś pożyczyć, by w przyszłym roku nam przybywało. Ale nie oddawano, bo to oznaczałoby, że cały rok będziemy komuś coś winni. Dobrą wróżbą było to, by w pierwszy dzień świąt odwiedził nas jako pierwszy mężczyzna. To samo w Nowy Rok.

— A miejsce dla pielgrzyma?


— Ten zwyczaj ma pogańskie korzenie. W prasłowiańskich wierzeniach zimowe przesilenie uważano za czas, kiedy można kontaktować się z duszami przodków. Wolne miejsce przy wigilijnej wieczerzy pozostawiano właśnie dla nich.

— Będą nowe tradycje bożonarodzeniowe?


— Warto rozmawiać ze starszymi. Pokolenie naszych dziadków ma w zanadrzu wiele ciekawych historii. Na przykład tę, że w Boże Narodzenie na Warmii i Mazurach jadano grochówkę. Według legendy Jezus urodził się na sianie z grochowiny, więc ta zupa była obowiązkiem. Dziś tradycje zmieniają się na Warmii i Mazurach i w całej Polsce. Jedno co je łączy to pamięć o tym, że Boże Narodzenie ma być inne od naszej codzienności. Byśmy zatrzymali się i spędzili czas z rodziną. Dziś tradycję wypiera konsumpcja. I to od nas zależy, czy się temu poddamy czy też nie. Zawsze musi być czas sacrum i profanum.

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages