Sobota, 31 października 2020. Imieniny Augustyny, Łukasza, Urbana

Pomagamy, wspieramy, wspomagamy. W zamian słyszymy: wy nic nie robicie...

2015-01-06 15:00:00 (ost. akt: 2015-01-06 13:41:44)

Autor zdjęcia: Kamil Zaręba

Najpierw jest wściekłość, wyzwiska i wygrażanie. — Twoje dni są policzone — słyszą czasem pracownicy socjalni. Bywa, że na wywiad środowiskowy idą z policją. Zarabiają najniższą krajową albo niewiele więcej. Czasami jednak ktoś im powie: — Gdyby nie wy, to nie wiemy, co by się z nami stało. Wtedy wiedzą, jak ważne jest to, co robią... dla innych.

Przez kilka dni w ośrodkach pomocy społecznej w całym kraju nie mówiło się o niczym innym, tylko o podpaleniu dwóch pracownic socjalnych z Makowa koło Skierniewic. Spłonęły wtedy dwie kobiety. Zwyrodnialec przytrzymał drzwi, aby nie mogły uciec od ognia.

Pracownice socjalne z Olsztyna na wspomnienie tego wydarzenia kiwają głowami. To mogło zdarzyć się wszędzie. Przestępca z Makowa mógł równie dobrze ujawnić się u nas.
— Najtrudniej jest pracować z osobami zaburzonymi psychicznie. A z tego, co wiemy z mediów, sprawca z Makowa był chory — mówi Joanna, dwadzieścia lat w rejonie, czyli bezpośrednio z podopiecznymi. W Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Olsztynie osoby korzystające ze wsparcia są nazywane klientami.
Zaburzonych psychicznie nie brakuje w każdym rejonie. Często nie ma siły, żeby namówić ich do leczenia. Krzyczą do pracowników socjalnych: — Sama się lecz, ja nie potrzebuję.
— Na leczenie skierować ich można wyłącznie wtedy, kiedy zagrażają własnemu lub cudzemu życiu albo zdrowiu. Ale nawet wtedy procedura przymusowego leczenia jest zbyt długa i pozostaje w kompetencji kilku instytucji — opowiada Joanna. A żeby pozostawić człowieka na oddziale psychiatrycznym, sam się na to musi zgodzić. Jak nie chce, to zakłada czapkę i wychodzi. Wtedy każdy impuls może spowodować — w zależności od rodzaju choroby — wybuch agresji.

Dzielnicowi nam nie odmawiają
Pracownice socjalne z Olsztyna przyznają: niby jesteśmy szkolone, jak należy się zachowywać podczas spotkania z takimi osobami. Ale rzeczywistość jest bardzo częsta inna niż to, o czym mówią prowadzący szkolenia. Na przykład zwracają uwagę na to, żeby podopieczny w mieszkaniu nie zamykał drzwi podczas obecności pracownika socjalnego. No, ale jak mu tego zakazać? Przecież to jego mieszkanie. Prośba o pozostawienie drzwi otwartych może mu się nie spodobać, a wtedy... Nie wiadomo, co się może zdarzyć.

Na szkoleniach mówią też, żeby nie mieć nigdy klienta za plecami. Wtedy łatwiej uniknąć niespodziewanego ataku znienacka. Pomysł może i dobry, mówią kobiety, ale nierealny. Przecież ludzie przepuszczają je czasami w drzwiach swoich mieszkań.

— Kiedy wiemy, że klient może być niebezpieczny, prosimy o pomoc policję. Na szczęście, z taką współpracą nie ma kłopotów. Dzielnicowi nam nie odmawiają — dodaje Joanna.
Sylwia ponad rok pracowała w rejonie. Teraz zajmuje się osobami chorymi i niepełnosprawnymi. Dyżuruje także w zespole reagującym na przemoc wobec dzieci.
— Sporo naszych podopiecznych niedawno wyszło z zakładów karnych. Nie znamy zwłaszcza tych osób, które zgłaszają się do nas po raz pierwszy — mówi Sylwia.
Magda ma pod opieką właściwie jeden budynek: samotniak przy ul. Niepodległości. To miejsce absolutnie wyjątkowe. Średnio pracownik socjalny ma 120 klientów w rejonie. Magda ma tylu — albo i więcej — w tym jednym budynku.

Pamięta świetnie, jak uciekała stamtąd w trakcie pracy.
— Poszłam tam na wywiad i zza drzwi usłyszałam jęki. Zapukałam, bo sądziłam, że komuś dzieje się krzywda. A tam libacja na całego. Okazało się, że nikt nie potrzebuje pomocy, więc poszłam do innego mieszkania. Tymczasem z tamtego mieszkania wyszedł mężczyzna i szukał mnie z nożem — opowiada Magda. Z komórki zadzwoniła do dzielnicowego. Z funkcjonariuszem przy uchu, instruującym ją, jak ma się zachowywać, wyszła z samotniaka. Uff, udało się. Znowu.
Magda w zawodzie pracuje od dziesięciu lat. Z tego sześć lat w samotniaku.

Doceniają to, co mają
Joanna nie może zrozumieć, dlaczego ludzie mają do nich pretensje. Nie pomagają, mówi, komentarze w telewizji po kolejnych tragediach. I pojawiające się wtedy regularnie pytania: a gdzie była opieka społeczna?


— Z agresją mamy do czynienia na co dzień. Czasami słyszałam: twoje dni są policzone. I stek wyzwisk, różnych wulgaryzmów. A przecież jako funkcjonariuszom publicznym przysługuje nam ochrona. Praktyka wskazuje, że to jest to zapis fikcyjny. To nie pomaga w pracy — przyznaje Joanna. Konsekwencje podniesienia ręki na pracownika socjalnego powinny być jej zdaniem takie same, jak rzucenie się z pięściami na policjanta w mundurze.
Skąd w ludziach tyle agresji? Joanna, Magda i Sylwia nie mają wątpliwości: przyczyny to brak perspektyw, kredyty, frustracja...
— Od nas ludzie wymagają, żebyśmy im życie zmieniały. A to nie tak. Jesteśmy od tego, żeby im pomóc, ale nie przeżyjemy za nich ich życia — mówi Magda.
— My tylko pomagamy, wspieramy, wspomagamy. W zamian za to słyszymy: w telewizji pokazali, że wy nic nie robicie. A to przecież nieprawda. Pracujemy bardzo ciężko, ale też lubimy tę pracę — zapewnia Joanna.
Żadna z naszych rozmówczyń nie chce mówić o swoich pensjach. Przyznają jednak, że swoje zarobki uznają za zbyt niskie w stosunku do nakładu pracy. Pracownik socjalny, który zaczyna przygodę z tym zawodem, dostaje, jak mówią, najniższą krajową. Ciągle musi brać udział w kursach i szkoleniach. Dopiero później idzie w rejon.
— I czasami raz do roku ktoś mówi o tym, co dobrego robimy. To w nasze święto. Wtedy się nas pokazuje z dobrej strony — dodaje Joanna.
Nie widać jednak po nich rozgoryczenia. Są uśmiechnięte, jakby bagatelizowały codziennie zagrożenie. Mówią, że stykając się na co dzień z tak różnymi podopiecznymi, doceniają to, co same mają. Spokojny dom, zdrowe dzieci. Nawet jeśli im też nie wystarcza do wypłaty.

Ludzie
są załamani

Mając pod opieką 120 rodzin, nie ma siły, żeby dobrze znać sytuację każdej z nich. Pracownicy socjalni pracują do godz. 15.15. Dzieci w tym czasie są w szkołach, przynajmniej jedno z rodziców często pracuje. Trudno w takiej sytuacji, mówią, poznać wszystkich i o każdym coś wiedzieć. Łatwo coś przeoczyć. Dlatego w szczególnych sytuacjach na wywiad idą we dwie. Dzięki temu, kiedy jedna zajmuje się wypełnianiem dokumentów, druga może z boku przyjrzeć się sytuacji w domu.

Służbowych dokumentów do domu zabrać nie mogą. Ale z głowy nie można wyrzucić myśli o podopiecznych. Tak było choćby w święta. Magda, Joanna i Sylwia, organizując swoje spotkania rodzinne, co jakiś czas wracały myślami do swoich klientów. Myślały o znanych im osobach samotnych i o tym, co one robią w święta. O rodzinach, które sobie nie radzą.

Kiedyś, mówią, ta praca była zdecydowanie łatwiejsza. Trudna sytuacja w kraju, bezrobocie... Ludzie są załamani. Po prostu.
— Wcześniej każdy, kto tylko chciał pracować, mógł pracować. Teraz nie jest tak łatwo. Coraz więcej osób jest uzależnionych. Teraz pracownikowi socjalnemu bardzo dużo czasu pochłania biurokracja. Ludzie myślą, że to od naszego widzimisię zależy czy przyznamy im pieniądze. A przecież nasz wpływ na tę kwestię jest znikomy. Wszystko określają przepisy — podkreśla Joanna.
Mimo niebezpieczeństw, wszystkie trzy widzą sens swojej pracy. Szczególnie miło jest, kiedy — nawet po latach — przychodzi ktoś, komu wcześniej pomogły.
— Kiedyś odebrałyśmy dziecko rodzicom, którzy nadużywali alkoholu. To był dla nich szok. Wzięli się za siebie i rozpoczęli starania o odzyskanie dzieci. Po pewnym czasie usłyszałam od nich: — Wie pani, gdyby pani wtedy tego nie zrobiła, to nie wiemy, co by się stało — wspomina Joanna.
Żeby jednak usłyszeć takie słowa, potrzeba czasu. Bo najpierw jest wściekłość i wygrażanie, wulgaryzmy i wyzwiska.

Małgorzata Kundzicz

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (34) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Gopro #2125916 | 5.172.*.* 2 gru 2016 19:43

    Ludzie weźcie sie do roboty zamiast pisać tu jakieś głupoty czy ktoś daje mało czy dużo.A co do zawodu o ktorym jest mowa w artykule nie ma co robić sensacji z ich pracy, można tak pisać o każdym zawodzie,wiecznie ludzie będą mówic ze jest im ciezko taka jest mentalność ludzi i niestety Polaków.Można rownie dobrze pisac: o kierowcy autobusu,policjancie,nauczycielu,czy też pracowniku więziennym wiec nie ma co robic Głupiego artykułu w gazecie ktory ma na dodatek 54 komentarze.pozdrwiam

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. mops?? #1631540 | 83.9.*.* 11 sty 2015 15:36

    w Polsce MOPS to niestety wielka porażka.. jak sie do nich pojdzie i poprosi o pomoc to potrafia wysmiac czlowieka w twarz.. dadza dla dziecka dozywianie w szkole z wielka łaska a i tak jest przy tym tyle zalatwiania ze szok.. dla pijakow nawet opal do domu przywioza,a ten w ten sam dzien to wszystko sprzeda zeby miec kase na picie.. a dla tego co naprawde jest w ciezkiej sytuacji to uzaja ze nic sie nie nalezy ,ze nie maja funduszy na pomoc.. ale dla swoich rodzin i znajomych potrafia zalatwic wszystko,nawet paczki dla dzieci na swieta,czy okresowke, a ja nawet nie mialam na czekolade zeby kupic dziecku pod choinke.. i gdzie tu sprawiedliwosc? MOPS to wielka porazka!! i jeszcze z siebie ofiary robia!! kazda praca jest trudna!! 12 godzin by spedzily na pracy fizycznej to by docenily co maja.. one za najniższą krajową robią? żarty chyba..

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Do Małej #1629255 | 164.126.*.* 8 sty 2015 23:53

      Jakbyś była dobra i dostałabyś etat, to dziś inaczej byś pisała... a tak boli, że okazałaś się za słaba/miękka na ten zawód. To cholernie specyficzna i trudna praca- szczególnie ta na pierwszej linii frontu. Wyrabia człowiek charakter... Nie ma rzeczy niemożliwych...

      Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. :)do Małej #1628312 | 46.170.*.* 8 sty 2015 07:23

      Jeśli ,,liznęłaś,, zawodu p.socjalnego dziwię się co Tobie,pracowałam w tym zawodzie 10 lat na szczęście już nie muszę ....Stres,brak szacunku,narażenie życia i zdrowia a w imię czego???POWOŁANIA-chęci pomocy ludziom bez względu na ich stan konta,choroby,kolor skóry....Może trafiłaś na złe przykłady pracowników?Ile ludzi,tyle opinii.Pozdrawiam

      Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    3. Normalni ludzie tak #1627695 | 37.209.*.* 7 sty 2015 14:02

      nie wygladają.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (34)

    Zagraj w GRY.wm.pl

    • Goodgame Empire
    • Goodgame Big Farm
    • Goodgame Poker
    • Shadow Kings - The Dark Ages