Sobota, 24 sierpnia 2019. Imieniny Bartosza, Jerzego, Maliny

Jeden błąd i lądujesz na dnie

2014-04-21 14:20:00 (ost. akt: 2014-04-21 08:48:30)

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

— Stąd nie ma już powrotu. Świata nie zmienisz! — mówi Czesław Gołebiewski, bezdomny. Przetrwać pomaga mu Caritas. Zresztą podobnych opinii słyszy się tam wiele. Bo chociaż ludzie otrzymują tam dużo dobra, to ich życie dalekie jest od bajki.

— Tutaj każdy ma swoją historię. I żadna nie kończy się szczęśliwie. Bo każdemu z nas coś w życiu nie wyszło. Gdyby było inaczej, to po co ci ludzie by tu przychodzili? — pyta Eugeniusz Oniszczuk, wolontariusz w olsztyńskim Caritasie.

Z biedą i ludzkimi tragediami styka się każdego dnia. Bo to właśnie tu przewijają się setki osób dziennie, które chcą zjeść talerz ciepłej zupy, umyć się, ubrać i poczuć przez chwilę, że jednak ktoś się o nich troszczy. To często jedyne miejsce, w którym spotykają się ze zwykłą życzliwością. Caritas Archidiecezji Warmińskiej pomaga jednak nie tylko bezdomnym. Prowadzi także Ośrodek Interwencji Kryzysowej dla Ofiar Przemocy.

— Tu kumulują się wszelkie nieszczęścia. Z jednej strony mamy ludzi biednych, z drugiej skrzywdzone kobiety i dzieci. A czy człowieka może spotkać coś gorszego niż to, co już przeżyli ci ludzie? Nie doceniacie tego, co macie, nikt nie docenia dopóki się tu nie znajdzie — podkreśla pan Eugeniusz.

Caritas przypomina i niebo, i piekło. Niebo, bo są tam ludzie, którzy poświęcają swój czas, żeby nieść pomoc innym. Piekło, bo każdy kto przekracza próg Caritasu, niesie ze sobą kolejny dramat. Przekonaliśmy się o tym, przychodząc na Dzień Skupienia dla bezdomnych...

W Caritasie dzień zaczyna się wcześnie. Główne wejście jest otwierane przed 8. Właśnie wtedy przychodzą pracownicy i wolontariusze. Jest ich 20. Zmieniają się każdego dnia. Bo niewiele osób ma czas na spędzanie tu kilku godzin dziennie. Wyjątkiem jest Eugeniusz Oniszczuk, który jest tu sześć dni w tygodniu.

Pracę zaczyna o 8, kończy o 20. Ale on wolnego czasu ma więcej, niż chciałby mieć. Nie chce się rozwodzić nad tym, jak trafił do Caritasu. — Życie tak się potoczyło — mówi krótko. — Dopóki nie mam pracy, to jestem tu.

A pracy nie ma już ponad 10 lat. — Zaczepiłem się tu w 2002. Nie miałem, co ze sobą zrobić. Pewnie, że lubię pomagać innym, ale gdybym znalazł teraz pracę, to nie wahałbym się ani chwili. Mógłbym tu pomagać po pracy. Bo własny kąt i własny grosz to moje marzenie — wyjaśnia.

W Caritasie pracuje za przysłowiowy talerz zupy. Dostaje też ubrania, chleb, korzysta z prysznica… Więcej nie potrzebuje. — Jestem zdrowy, mogę pracować — mówi. — Poza tym czym miałbym się zajmować całymi dniami? Odwdzięczam się w ten sposób za to, co dostaję. Nie mógłbym inaczej. Jeśli ktoś wyciąga do mnie pomocną rękę, a ja mogę coś zrobić w zamian, to czemu miałbym odwracać się tyłem?

Po przyjściu do pracy pan Eugeniusz zaczyna przygotowania do obiadu i wita przychodzące osoby. Od 9 czynne są łazienki. — Przychodzą tu, żeby wziąć prysznic, ogolić się, coś przeprać. Mogą też wziąć od nas czyste ubrania — opowiada. Jak mówi, musi robić kilka rzeczy jednocześnie. Kontroluje wchodzących, kroi i pakuje chleb, ustawia krzesła, myje stoliki i pilnuje porządku. Bo na obiad może przyjść każdy potrzebujący, ale trzeba się odpowiednio zachowywać.

Eugeniusz Oniszczuk chciałby powiedzieć coś innego, ale prawda jest taka, że pijanych przychodzi najwięcej. — Jeśli ktoś jest po prostu nietrzeźwy, to w niczym nie przeszkadza. Niech zje tę zupę, w końcu też potrzebuje czegoś ciepłego. Ale musi być spokój. Awanturujący się lub tacy, co już stać o własnych siłach nie mogą, są wypraszani — tłumaczy. Nie brakuje takich sytuacji.

Pan Eugeniusz widział już niejedno. — Na przykład padaczki alkoholowe, najczęściej pod prysznicem. Kiedy jest się tego świadkiem pierwszy raz, to człowiek nie wie, jak się zachować. Później podchodzi się do tego ze spokojem — dodaje.

W Dzień Skupienia rytm dnia Caritasu trochę się zmienił. Mieszkańcy i bywalcy ośrodka przygotowują się do Wielkanocy. Spowiadają się, biorą udział w mszy, a dopiero później zasiadają do obiadu. O 10, chwilę przed rozpoczęciem modlitwy, zaczyna się robić tłoczno.

Roboty nie brakuje też w kuchni. Wolontariusze przygotowują obiad dla bezdomnych i oddzielnie dla mieszkanek Ośrodka Interwencji Kryzysowej. A muszą się jeszcze zająć świątecznymi paczkami dla bezdomnych. — Stołowników. My ich nazywamy stołownikami — poprawia Elżbieta Sipowska, wolontariuszka pracująca w kuchni. Kobieta jest w trakcie przygotowywania mazurków. Obok niej stoi już wielki kosz wypełniony po brzegi świątecznymi wypiekami.

Na paczki zapisało się około 500 osób, więc musi ich upiec dużo więcej. — Przed świętami zawsze mamy sporo pracy. Bo przed nami jeszcze śniadanie wielkanocne. Jakoś sobie poradzimy — zapewnia wolontariuszka. Pani Elżbieta lubi pomagać. — To z potrzeby serca. Gdyby nie było Caritasu, pewnie pomagałabym gdzie indziej — mówi.

Koniec mszy. Otwiera się okno kuchenne. Pan Eugeniusz czeka na kolejne talerze zupy. Nalewa ją Daniel Staroń, który zajmuje się też zmywaniem naczyń. — Dziś grzybowa, jest dużo ludzi, więc pewnie pójdzie cała — komentuje.

Przyszło ok. 100-150 stołowników. Wśród nich osoby starsze, matki z dziećmi, młodzi, trzeźwi, pijani… — Większość z nich to stali bywalcy. Dużo jest też młodych, w wieku 17-25 lat. I to oni są najczęściej po alkoholu lub narkotykach. A jedna trzecia to bezdomni — przelicza Eugeniusz Oniszczuk.

Jedni wychodzą, inni jedzą, pojawiają się spóźnialscy. Obiad dostanie każdy. I pieczywo na kolację. Podchodzi do nas pani Maria. — Te obiady są naprawdę smaczne i ja jestem za nie wdzięczna, tylko… — urywa. Po chwili kończy: — Ja nie chcę tu być, nigdy nie chciałam, nikt nie chce. I nie powinnam tu być. A przychodzę od pięciu lat, bo nie mam wyjścia. Pochodzę z Miodówka, miałam tam dom, gospodarstwo. Wszystko straciłam i przyjechałam do Olsztyna, bo mieszka tu moja siostra. I tak tułam się po ludziach. Nie mam kompletnie nic — opowiada. — Nie ma nic gorszego niż bycie na łasce innych ludzi. Ale nawet najbardziej dumny człowiek ugnie się, kiedy chodzi głodny.

Pani Maria nie bije się z losem. Uważa, że to nic nie da. — Za stara jestem, kto mnie do pracy przyjmie? Zdrowia też już nie mam, tym bardziej sił. Pewnie już do końca życia będę tu przychodzić — dodaje.

Perspektyw na zmianę swojej sytuacji nie widzi też Czesław Gołębiewski, emeryt. — I co z tego, że emeryt, jak grosze dostaję? Płacę tysiąc złotych alimentów, 600 zł. miesięcznie odciąga mi ZUS za długi. A z tych kilku stów, co mi zostają, to ani stancji nie opłacę, ani się nie najem. Przychodzę tu, jak tylko mogę — wyznaje.

Twierdzi, że jeszcze kilka lat temu miał swoją firmę. Był kierownikiem budowy. — Nie wierzycie mi? Nikt nie wierzy! Dlatego noszę to ze sobą — mężczyzna wyjmuje z kieszeni pieczątkę i odbija ją na kartce papieru. Mówił prawdę.

— Po 43 latach pracy nie stać mnie na jedzenie. Taki mamy kraj. Mam wykształcenie średnie techniczne i rok studiów. Powiedzcie, co zrobiłem nie tak? Dlaczego tak jest? Człowiek popełni jeden błąd i ląduje na samym dnie. I nie ma stąd powrotu — przekonuje.

Pan Henryk jest bezdomny. Wynajmował przez kilka miesięcy stancję, ale tylko narobił sobie długów. — Nie miałam z czego płacić, to mnie wywalili. I takie jest moje życie. O, proszę spojrzeć, tu obok jest mój były pracownik, też mu nie wyszło w życiu — emeryt wskazuje na oddającego talerz mężczyznę. — Co mam jeszcze powiedzieć, żeby coś się zmieniło. I tak wiem, że to bez sensu — macha ręką i wychodzi.

Po 11 na dole Caritasu robi się pusto. Życie cały czas toczy się piętro wyżej — w Ośrodku Interwencji Kryzysowej. Po korytarzach biegają dzieci, matki wieszają pranie... Wita nas Irena Mudra, pracownik socjalny. I z miejsca tłumaczy, że panie żyją tu normalnie. Z jednym wyjątkiem. — To kobiety skrzywdzone, które wiele przeszły. Zgodnie z regulaminem przebywają u nas 3 miesiące i w tym czasie próbują odbudować swoje życie. Pobyt w razie potrzeby może być przedłużany, zdarzają się takie sytuacje — mówi.

Teraz mieszka tu 5 pań i 9 dzieci. Mamy wstają między 8 a 9 rano. Na 9.30 schodzą na dół, na śniadanie. Później mają czas na załatwienie swoich spraw, a w południe jedzą obiad. — Mają swoje dyżury sprzątające. Na zmianę utrzymują porządek w pomieszczeniach, które użytkują — dodaje pani Irena.

Teraz jest im wyjątkowo trudno. Zbliżają się święta. Nie wszystkie mają do kogo pojechać. — Część wyjeżdża na święta. To u nas jedyny czas, kiedy mogą opuścić ośrodek. Bo kiedy indziej przepustek na wyjazdy nie wydajemy. Panie mają się tu skupić na rozwiązaniu swoich problemów, stąd ten przepis — tłumaczy.

Te, które zostają, przygotowują sobie święta na miejscu. Ale nie należą one do wesołych. — Bo one chciałyby je spędzić z bliskimi, tak normalnie, jak inne rodziny. One marzą o rodzinie, o bezpiecznym domu. Wiele z pań, które zostają na święta, zazwyczaj zamykają się w pokojach i śpią. Nie chcą myśleć ani czuć — opowiada pani Irena.

Ośrodek angażuje je jednak do przygotowań. Jest wspólne malowanie jajek, święcenie pokarmu w kaplicy i gotowanie. To ważne ze względu na dzieci. — Trzeba je nauczyć tradycji i pokazać, jak ją pielęgnować — dodaje Irena Mudra. I prowadzi nas do pokoju zabaw dla dzieci. Tutaj odbywają się także sesje z psychologiem. — Dzieci też tego potrzebują, bo one również są często ofiarami lub świadkami przemocy — wyjaśnia.

Dzieci wchodzą do pokoju i zabierają się za swoje ulubione zabawy. Obok stoją matki. Pani Irena uprzedza nas, że nie będą chętne do rozmowy. — Nie ufają ludziom. Zostały zranione, chcą stanąć na nogi, które są jeszcze dość chwiejne — mówi.

Próbujemy jednak. Jedną z nich pytamy, gdzie spędzi święta. — Chyba tutaj. Przepraszam, ale nie mam czasu — żegna się.
Kiedy wychodzimy z Caritasu, żegna nas pan Eugeniusz: — Ciekawie tu mamy, prawda? Człowiek do wszystkiego się przyzwyczai...

nr
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (30) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. zzz #1380999 | 81.190.*.* 23 kwi 2014 11:17

    www.youtube.com/watch?v=P8D2rb8JwmI Wari at tnie się żyletką Grunwaldzka 17.04.2014 Olsztyn na youtube.com

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. lodołamacz #1380160 | 88.156.*.* 22 kwi 2014 09:01

    Morda z łychą, dajcie żreć !!!

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-7) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. suwerenny internauta #1380120 | 83.20.*.* 22 kwi 2014 07:35

    Hej, Czesław, Polska potrzebuje myśliwców bojowych zaprojektowanych przez Ciebie. Przez jakieś drobne problemy komunikacyjne - pokazuj się częściej - Bronisław K. dzwoni do Barracka O., a nie do Ciebie.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. aplikacja #1380105 | 79.163.*.* 22 kwi 2014 01:17

    Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. Będzie praca!! Dobra praca !! niejaki ryży, ten od "zielonej wyspy", nie zostawi was samym sobie!!on doskonale pamięta,że 2 razy głosowaliście na niego i przez ostatnie 7 lat gorliwie mu d.pę lizaliście!!teraz, razem z inwestorem z Kataru sprowadzają do polski milion słoni, same samce!! Będziecie im jaja bujać!! Wyposażenie: stołek+tasiemka+kask ochronny, należy zabrać z domu!!w niedzielę nadgodziny!! aplikacje wypełniać i wysyłać na stronie: www,jajaslonia.pl ci ,którzy wytrwale lizali ryżemu d.pę, przez 7 lat, mają pierszeństwo.

  5. ... #1380102 | 81.190.*.* 22 kwi 2014 00:05

    Uwierzcie Mi tacy ludzie nie mają lekko.. Otwórzcie serce i zobaczcie to z innej strony.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (30)

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages