Poniedziałek, 24 września 2018. Imieniny Dory, Gerarda, Maryny

Ten budynek olsztynianie woleli omijać szerokim łukiem

2014-01-11 13:14:00 (ost. akt: 2014-07-02 09:56:06)
Centrum Olsztyna z lotu ptaka

Centrum Olsztyna z lotu ptaka

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

W styczniu 1946 roku w Olsztynie zaczął się formować Wojskowy Sąd Rejonowy. Przez budynek przy obecnej ul. 1 Maja przeszło niemal 5 tys. osób. Biogramy kilkuset z nich — surowo skazywanych, choć często zupełnie niewinnych — przedstawił w swojej książce prof. Bohdan Łukaszewicz.

Z mieszkańców Olsztyna już mało kto pamięta, że remontowany obecnie budynek sądów przy ul. Dąbrowszczaków do połowy lat 50. był siedzibą bezpieki. Był ogrodzony murem, ludzie woleli przechodzić na drugą stronę ulicy. Podobną grozę budził gmach Wojskowego Sądu Rejonowego.

— Na początku mieścił się on w budynku przy Mariańskiej, który obecnie zajmuje Urząd Marszałkowski. Potem krótko zajmował pałacyk przy pl. Jedności Słowiańskiej, gdzie potem był wydział muzyki WSP, a najdłużej budynek przy 1 Maja, tuż obok teatru, gdzie teraz jest przychodnia lekarska. Też był ogrodzony murem, wjeżdżało się do niego od tyłu. Sądowi wojskowemu nie chodziło o dotarcie do prawdy materialnej, ale o potwierdzenie tezy, na podstawie której ktoś został aresztowany, i sianie terroru — mówi prof. Bohdan Łukaszewicz z UWM, który od lat zajmuje się działalnością organów represji w regionie.

Książka „Represjonowani na Warmii i Mazurach 1945-56”, którą wydał ostatnio, jest swoistym podsumowaniem jego pracy.

Każdy miał broń


Przez WSR w Olsztynie przeszło prawie 5 tys. osób, 3,5 tys. z nich zostało skazanych w myśl stalinowskiej praktyki, że na każdego znajdzie się paragraf. Gruby tom prof. Łukaszewicza zawiera biogramy 757 represjonowanych. Kilka z tych osób ciągle mieszka w Olsztynie, byli opisywani w Gazecie. Na przykład Józef Daszczyński i Władysław Piotrowski, którzy posmakowali ubeckiego aresztu i więziennego chleba w Barczewie i nie tylko.

Każdy biogram do osobna historia. Często dramatyczna, czasem sensacyjna. Taki jest przypadek „mazurskiego Janosika” Joachima Schaaka wychowanka Uniwersytetu Mazurskiego w Rudziskach Pasymskich, a skazanego na karę śmierci m.in. za kierowanie zbrojną grupą autochtonów i szpiegostwo, choć w rzeczywistości był najwyżej lokalnym watażką. Wyrok na sądzonym w pokazowym procesie Schaaku wykonano 5 marca 1954. — Po wojnie posiadanie broni, zwłaszcza na wsi, było rzeczą nagminną, Polska z lat 1946-47 w dużej mierze była krajem bandyckim. Posiadanie broni można było przypłacić śmiercią, jak ten biedny Tobey — mówi Bohdan Łukaszewicz. Opisywany przez niego Edward Tobey (rocznik 1882) z Gronowa k. Działdowa do więzienia trafił latem 1946 roku, gdy sąsiad doniósł, że ma broń. Wojskowy sąd w trybie doraźnym skazał go na karę śmierci. Chociaż w wyniku amnestii karę ostatecznie zmieniono na 15 lat, starszy już wówczas mężczyzna w 1948 roku zmarł w więzieniu w Barczewie.

Chłopcy z Kudyp


Broń, wroga propaganda, szpiegostwo były dla ówczesnej władzy prawdziwą obsesją. Jej ofiarą często padły naprawdę niewinne osoby. Na przykład Olga Szczypiorkowska (z domu Baukrowitz, rocznik 1907). Wojenna wdowa z Unieszewa pod Olsztynem, matka dwojga małych dzieci, latem 1951 miała kontakt z mężczyzną podającym się za Józefa Volksmana. Przez kilkanaście dni gościła go u siebie. Zdaniem UB, Volksmann, czasami podający się za oficera Wehrmachtu Heinza von Holsteina, był przywódcą Schwarzes Korps. Opowiadał, że „ma chłopców w Kudypach” i inne sensacyjne rzeczy. Na przykład, że przyleciał samolotem z Kassel, lądując na polanie w lesie.

— To mogła być wtyczka bezpieki, albo hochsztapler zajmujący się przemytem ludzi do Niemiec. Charakterystyczne, że jego ofiarami były kobiety — mówi o legendarnym „von Holsteinie” Łukaszewicz. Olga Szczypiorkowska, ale także Gertruda Szarnewska (rocznik 1930) z Klebarka za pomoc von Holsteinowi w dążeniu do „oderwania przemocą od Polski Ziem Warmii i Mazur na korzyść Niemiec Zachodnich” zostały w 1953 roku skazane na kary po 4 lata więzienia. Odsiedziały z tego po około roku.

Po niemiecku w Bartągu


UB bardzo interesowała się kościołem. W 1953 roku aresztowany został np. ksiądz Adalbert Zink, który nie zgodził się na odczytanie w kościołach komunikatu w sprawie pozbawienia wolności prymasa Stefana Wyszyńskiego.

Ks. Alfons Schulz (rocznik 1909), w czasie wojny proboszcz w Orzechowie, w 1945 wywieziony do ZSRR, by po dłuższych perypetiach wylądować w Bartągu pod Olsztynem, omal nie wywołał wojny religijnej. W czasie pasterki w 1950 roku kolędę „Cicha noc” część wiernych śpiewała w Bartągu po polsku, część po niemiecku. Z parafii odszedł z tego powodu organista, którego zastąpiła krewna proboszcza Jadwiga Schulz. Przez jakiś czas w Bartągu nabożeństwa odprawiano i po polsku, i po niemiecku, ale w 1951 kuria ostatecznie tego zakazała, przenosząc równocześnie ks. Schulza do Sztumu.

Ledwie po dwu miesiącach został tam aresztowany pod zarzutem zorganizowania w Bartągu „grupy rewizjonistycznej”. Dostał za to dożywocie. Z więzienia we Wronkach wyszedł w listopadzie 1956.

Siostra Maria Suraj (rocznik 1889, z zakonu serafitek) podpadła za to, że w rodzinnym Lamkowie próbowała uczyć dzieci polskich i łacińskich pieśni kościelnych. W 1948 doniósł na nią wójt, że rozsiewa wrogą propagandę, że „chodzi po ludziach, żebrze, nigdzie nie pracuje, śpiewa w kościele”. Dobiegającą 60 byłą zakonnicę WSR w Olsztynie skazał na 2,5 roku pozbawienia wolności. Karę odsiadywała m.in. w cieszącym się bardzo złą sławą kobiecym więzieniu w Fordonie pod Bydgoszczą.

W piwnicy UB


— W styczniu 1947 na terenie naszego województwa represjonowanych było 1200 osób. Taki szef UB w Ostródzie nie przejmował się żadnymi zasadami. Podczas jakiejś kontroli okazało się, że w piwnicach urzędu kupę ludzi trzymał bez żadnej podstawy prawnej. — opowiada prof. Łukaszewicz, opisując skalę stalinowskich represji. Warto dodać, że wspomniany przez niego ubek to Mieczysław Sałkowski. Z Ostródy awansował do Olsztyna, gdzie na wysokich stanowiskach dotrwał do 1990 roku. Jego karierę można prześledzić w „Twarzach olsztyńskiej bezpieki”, publikacji przygotowanej przez delegaturę Instytutu Pamięci Narodowej w Olsztynie.
Na przełomie lat 40. i 50. bez podstaw, często „profilaktycznie”, do więzień trafiały dziesiątki tysięcy osób zaangażowanych polityczne i społecznie, na Warmii i Mazurach także lokalni działacze. W książce profesora Łukaszewicza jest m.in. biogram Warmiaka, Klemensa Frenszkowskiego, aresztowanego latem 1947 podczas akcji likwidacji olsztyńskich struktur mikołajczykowskiego PSL.

Ale zamykano także dzieci. Kurt Nikuta (rocznik 1932) z Czarnego Pieca (powiat nidzicki) został latem 1946 roku złapany w lesie, podczas obławy, jaką żołnierze KBW prowadzili przeciw działającemu na naszym terenie oddziałowi Łupaszki. Dzieciak został uznany za przewodnika partyzantów. Nie miał jeszcze 15 lat, gdy Wojskowy Sąd Rejonowy w Olsztynie skazał go na 5 lat więzienia. Karę ostatecznie mu darowano na mocy amnestii, ale przez blisko rok Kurt Nikuta siedział w areszcie jak dorosły.

bs






Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (5) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ii #1292838 | 178.182.*.* 11 sty 2014 22:59

    Czyli nic w kwestii awersji sądów do prawdy materialnej się nie zmieniło...

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages